Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z życia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z życia. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 lipca 2026

Moja lewa ręka

Obraz AI
   Henio leży na leżance. Nuci sobie, bo lubi. Pozwalam mu póki nie przeszkadza mi to w masowaniu. Nagle zauważa kolory moich rękawiczek. Używam kolorowych, żeby nie kojarzyć się dzieciom z lekarzem. W pudełku są cztery kolory. Jeden się kończy, następny zaczyna. I nie wiem jak to się dzieje, ale zawsze przy zmianie kolorów para jest dwukolorowa. Bardzo frapujące. 

- Dlaczego masz jedną rękawiczkę żółtą, a drugą zieloną???

- Żebym wiedziała, która ręka jest lewa.

- Ja wiem, która jest lewa!

- Która? 

Sprawdza na swoich, a że siedzę za nim to moja lewa jest po tej samej stronie.

- Żółta!- triumfuje - uczyłem się tego.

- Uczyłeś się o moich rękach?- jestem autentycznie zdziwiona. Tu chwila konsternacji. Ale, że człowiek rezolutny, to szybko tłumaczy jak to było. A ja w międzyczasie przestawiam taboret i teraz siedzimy twarzą w twarz.

- A teraz która ręka jest lewa? - pytam, żeby sprawdzić jak skutecznie się nauczył. Bo dzieci w jego wieku często mają problem z określeniem strony ciała innych osób. I zdarza się, że nauczycielki niestety ten problem pogłębiają. Bo muszą szybko. A dzieci, które nie mają utrwalonego schematu własnego ciała nie są w stanie zrobić kolejnego kroku.

Głębokie zastanowienie. Podnosi swoją lewą, patrzy na moją po tej samej stronie. Widzę jak kombinuje. 

- Yyyy zielona?

- Przedtem była żółta. Myślisz, że zmieniłam rękawiczki? 

Znów chwila zastanowienia. Ponownie staję za nim. Zgadzamy się, że lewa jest żółta. Powoli przechodzę naprzeciwko, Henio obserwuje moje ręce.

- Aaa! Lewa jest żółta!- woła uszczęśliwiony.

Wie, ale potrzebuje jeszcze wielu doświadczeń.

PS. Zdecydowałam, że tu będą tylko historyjki okołologopedyczne. Prywata i podróże na drugim blogu www.mojeroznepodroze.blogspot.com

niedziela, 28 czerwca 2026

Może wrócę?

 Znowu mam ochotę pisać. Chciałabym utrwalić to co spotyka mnie w pracy. Czyli o dzieciach głównie. Nie wiem jak długo mi zostanie, ale póki co - trzeba korzystać. Jest upał to będzie o lodach. 
                                       

Gorące popołudnie. Wchodzi Kuba. Gaduła i mądrala. Lubię z nim rozmawiać, chociaż trudno go zrozumieć, tak wiele głosek jest zaburzonych. Jeszcze o nim tu będzie. 

Ale dziś narzekamy sobie na upał. W przedszkolu było fajnie, bo jest klimatyzacja. W jadalni też!

- I może lody były na deser?

- U nas nie ma deserów.

- To chociaż na podwieczorek może? 

- Też nie. Lody są niezdrowe, bo to słodycze.

- Hm. Ja lubię lody. Ty nie?

- Lubię. Czasem pani daje lody jak ktoś jest grzeczny.

- W nagrodę? No nie, lody powinny być za karę. Bo skoro niezdrowe to chyba niegrzeczne dzieci powinny jeść?

Uwielbiam prowokacje! Widziałam jak trybiki w głowie pracują. Chyba nie zrobiłam mu krzywdy.

piątek, 21 kwietnia 2023

Z życia wzięte

 Odbieram telefon: 

- Mówi Zofia R...ska (O miło, że się pani przedstawia. Wprawdzie podniesionym głosem, ale i tak doceniam) MAM DZIECKO, DŁUGO NIE MÓWIŁO TERAZ MÓWI. TRZEBA NAUCZYĆ '"SZ". BIERZE PANI?- wykrzykuje do słuchawki, jakby strzelała z automatu. 

 Trochę próbuję panią uspokoić. Czterolatek nie musi mówić "sz", zwłaszcza, jeśli rozwój mowy był opóźniony. Ale oczywiście warto sprawdzić, czy nie ma innych problemów. Rodzice często się martwią czymś co problemem nie jest, a nie dostrzegają tego nad czym rzeczywiście trzeba pracować. Pani nie słucha. Krzyczy coś o hulajnodze. Chyba nie do mnie. Nie wiem czy już skończyłyśmy rozmowę, czy mam czekać. Właściwie powinnam to przerwać, zaoszczędziłabym sobie nerwów. 

- TO BIERZE PANI?

Mam wielu (chyba zbyt wielu) pacjentów. Ale zgadzam się zajrzeć w kalendarz. Rodzice zwykle chcą terminu po przedszkolu i pracy, a ja mam popołudnia już zajęte 

- Najpóźniejsza dostępna godzina u mnie... - Nie kończę. Przerywa mi głos nieznoszący sprzeciwu.

- MOJE JEDYNE TERMINY TO WTOREK I PIĄTEK. 

Zatkało mnie. Rozumiem, że mam się dostosować. Zapala mi się czerwona lampka. Ale chyba zbyt słaba. Znajduję godzinę. Tłumaczę procedurę. Żeby się do spotkania przygotować potrzebuję informacji o dziecku. Zwykle wysyłam ankietę. Dzięki temu ja będę przygotowana, a spotkanie potrwa krócej. Nie tym razem

- JA NIE MAM CZASU NA ANKIETY! MAM SWOJE LATA (?), ZGADZAM SIĘ, ŻEBY BYŁA PANI NIEPRZYGOTOWANA

Nie chcę tego dłużej ciągnąć. Porozmawiamy przy spotkaniu. Przesyłam adres gabinetu i informację o płatności (tylko przelew). Znowu telefon.

- ALE JA ZAPŁACĘ GOTÓWKĄ! 

- Moja księgowa nie zgadza się na gotówkę. Nie mam kasy fiskalnej.

- NIE SZKODZI. ŻEBY ZROBIĆ PRZELEW MUSZĘ JECHAĆ DO BANKU. ZAPŁACĘ GOTÓWKĄ.

- Ale może bankowość elektroniczna...- nieśmiało proponuję

- JA MAM NOWY TELEFON, NIE MOGĘ ELEKTRONICZNIE. JA ZNAM ŻYCIE, PROWADZIŁAM FIRMĘ itp, itd. 

Nie słucham, nie mam na to czasu. Postanawiam wytłumaczyć przy spotkaniu. 

Nadszedł ten dzień. Nowi pacjenci zwykle przychodzą wcześniej. Nie znają drogi, nie wiedzą gdzie będą mogli zaparkować. Czasem się spóźniają parę minut, bo nie mogą znaleźć furtki. Nie denerwowałam się, kiedy o umówionej godzinie nikt się nie pojawił. Telefon zadzwonił 7 minut po czasie.

- Pani magister, my się spóźnimy. ( Szok, nikt mnie tak nie tytułuje) Proszę czekać

Czekam. I zaczynam się denerwować. Bo tracę czas. Nie mogę zająć się czymś sensownym, bo mogą przyjść w każdej chwili. No i kolejne plany będę musiała poprzesuwać. Im dłużej ich nie ma, tym mniej czasu na diagnozę zostaje.

Kwadrans po telefonie o spóźnieniu nadal nikogo. Dzwonię.

- My już jesteśmy pod domem

Skoro są niedaleko, to wpuszczę i wytłumaczę, że diagnoza nie może być przeprowadzona solidnie, bo nie mam na to czasu. Czekam. Pół godziny po umówionym czasie ubieram się i wychodzę. Jak zamknę drzwi, to nie będę miała pokus, żeby się złamać. Spotykamy się przy furtce. 

- Dzień dobry, Pani chyba do mnie. Bardzo mi przykro, ale nie mogę dłużej czekać. Mam inne zobowiązania, a pół godziny na diagnozę to za mało. Przepraszam, ale nie widzę szans na współpracę.

-  NIE MOGŁAM WCZEŚNIEJ, JESTEM ZMĘCZONA, NIE WYSPAŁAM SIĘ. JA PANI ZAPŁACĘ.

- Przykro mi, nie zależy mi na pieniądzach. (i co mnie obchodzi Pani zmęczenie?)

- JA PRACUJĘ Z LEKARZAMI. NAWET ONI NIE TRAKTUJĄ TAK PACJENTÓW. ZNAJDĘ KOGOŚ INNEGO!

- Powodzenia.

Długo jeszcze wykrzykiwała za mną 

- PANI, LO-GO-PE-DA! PANI, LO-GO-PE-DA! 

Chyba chciała, żeby to brzmiało obraźliwie. Cóż, w moim gabinecie działam na moich warunkach.


* Imię i nazwisko bohaterki oczywiście zmienione