środa, 1 lutego 2023

Dzień z życia logopedy

 Leniwy poranek. Nie ma pośpiechu, pacjenci przyjdą po południu. Chociaż to coraz wcześniejsze popołudnie jest, bo pacjentów przybywa. Przy kawie telefon. Prośba o konsultację. Najlepiej wieczorem, bo rodzice w pracy, a dziecko w żłobku. Nie ma szans. Na pierwsze spotkanie potrzebuję sporo czasu, z zapasem nawet. Umawiamy się na 11.30, za tydzień. 

   Kończy się miesiąc, trzeba przygotować faktury. Teoretycznie prosta sprawa, są do tego programy. Ale po kilka razy sprawdzam czy na pewno dobrze wpisałam ilość zajęć. W międzyczasie wpada mi do głowy pomysł na ćwiczenie. Muszę przygotować pomoce. Tak, wiele z nich to DIY. Proste, a nawet banalne. Na przykład bałwanek z butelki, służący głównie do terapii ręki. Uwielbiam drobiazgi za grosze, kupione w Pepco czy innym Action. I potem księgowa się dziwi, że na fakturze gumki do włosów i stojak na talerze, a ja opisuję jako "Pomoce logopedyczne". Jak je wykorzystuję? O tym napiszę innym razem.

   Robi się późno, czas pójść do gabinetu. W planie pięcioro dzieci, każde inne. Zajęcia trwają po 30 minut. Ale zostawiam sobie czas na przedłużenie (jeśli dziecko tego wymaga), posprzątanie, przygotowanie następnych pomocy, łyknięcie herbaty. Zazwyczaj przyjmuję co godzinę. Ale nie dzisiaj. Kiedy skończę z Elą, pod drzwiami będzie już czekał Michał. Jego siostra ma o tej godzinie zajęcia w sąsiednim budynku. Rodzicom wygodnie jest przywieźć ich w tym samym czasie. Zaraz potem przyjdzie Julek. To jedyny pasujący im termin. Mama prosiła, a ja nie umiem odmawiać. Po Julku Wojtuś. Oby nie przyszedł wcześniej, bo nie mam zapasu czasowego. I na końcu, już bez pośpiechu Tomek. Ale i tak będę zmęczona. Głównie tym, że nie będę mogła spokojnie skupić się na pacjencie. Stale będę kontrolować ile jeszcze mamy czasu, co zdążymy zrobić, z czego mogę zrezygnować, a co jest niezbędne.

   O ile łatwiej by było, gdyby to były podobne przypadki! Mogłabym mieć jeden zestaw pomocy na dzień. A te dzieci nie tylko mają różne problemy, ale też różnią się wiekowo. Najstarsze ma 9 lat, najmłodsze 2. Zupełnie inaczej się z nimi  pracuje. Co oczywiście jest ciekawe, ale też wyczerpujące.

   Wrócę późno. Podsumuję miesiąc. Wyślę faktury. Wysłucham webinaru. Dzięki Ci Panie, za szkolenia online! Czy będę mieć siłę na cokolwiek? Może lampka wina...

środa, 25 stycznia 2023

Przykleimy plasterek

 
 "Cześć, Ty też chodzisz do pani Ewy?" "Skąd wiesz?" "Mamy taki sam plaster" Nie wiem czy tak jest, ale tak sobie to wyobrażam.  Bywa odwrotnie. "Proszę pani, ja chcę pomarańczowy, bo Tomek ma taki!" Plaster pod brodą to znak rozpoznawczy moich pacjentów.
    Kinesiotaping jest metodą wspomagającą, często stosowaną przez fizjoterapeutów. Jak działa? Różnie, w zależności od rodzaju taśmy i zastosowanej techniki. Twórca metody, Kenzo Kase chciał wspomagać mięśnie sportowców. Ale taśma przecież jest nakładana na skórę i na nią działa. Jak? Unosi ją lekko, tworząc przestrzeń do przepływu limfy. Oprócz modelu skórnego jest też model powięziowy, energii (związany z meridianami i punktami akupunkturowymi) i model mieszany (uwzględniający wszystkie powyższe)
   U siebie stosuję elastyczny terapeutyczny taping wg Esther de Ru. Używam taśm elastycznych sprawdzonych marek. Dzieci lubią kolory, ale im więcej barwników, tym więcej chemii i tym mniej rozciągliwy jest plaster. Do wyboru mam więc jednokolorowe: pomarańczowy, niebieski (cieszący się największym wzięciem) i "skórowy" (czyli beżowy). Kolor nie wpływa na efekty terapii, ale może wpływać na samopoczucie. Znacie test o-ring? Należy zrobić kółko z palca wskazującego i kciuka. Doświadczyłam tego. Badająca rozerwała moje kółko kiedy myślałam o  nielubianych kolorach. Dlatego pozwalam dzieciom wybrać. Danie wyboru jest też pułapką na tych, którzy plastra nie chcą. Nie pytam czy nakleić, pytam który nakleić.
   Większość moich pacjentów ma problem z pionizacją języka. Dlatego naklejam niewielki prostokąt pod brodą. Rozluźnia to mięśnie dna jamy ustnej i stymuluje czubek języka. Czasem dobrze działa oklejenie linii żuchwy, z obu stron rzecz jasna.
   Częstym problemem jest otwarta buzia. Aby temu zapobiec można stymulować mięsień okrężny ust (raczej nie oklejam) lub żwacz. W tym drugim przypadku plaster jest bardziej widoczny, bo umieszcza się go na policzkach.
   Plastry są hipoalergiczne. Jeszcze nie zdarzyło mi się uczulenie. Ale na wszelki wypadek zawsze stosuję plaster testowy, na ramieniu. Jeśli po 3 dniach nie ma wysypki czy innych objawów, mogę okleić twarz.
   Jak traktować plaster? Normalnie. Można się w nim kąpać i wycierać ręcznikiem. Lepiej nie pocierać i nie natłuszczać- może się oderwać. Jest elastyczny, nie ogranicza ruchów. Dzieci najbardziej boją się zrywania. Niepotrzebnie, schodzi całkiem łatwo. Czasem odpada sam. Moim pacjentom zalecam, żeby nie nosili go dłużej niż 3 dni.

wtorek, 17 stycznia 2023

Najtrudniej zacząć

    Dzwoni domofon. Byliśmy umówieni, więc wpuszczam. Otwieram drzwi do gabinetu i czekam. Wchodzą. Rodzice i dziecko. Dorośli jakby lekko zdenerwowani, pocierają dłonie, rozglądają się niepewnie. Nie wiedzą czego się spodziewać. Chyba myśleli, że będę w fartuchu, wykonuję przecież zawód medyczny. Trzylatek nie ma oporów- przebiega obok mnie, pędzi do zabawek. Zatrzymuję go, witam się, mówię o zasadach. A te są proste: do części głównej nie wchodzimy w butach i najpierw myjemy ręce. Dlaczego boso? Bo często bawimy się na podłodze, nie chcę niepotrzebnie brudzić. Poza tym lubię stymulować stopy, dzisiejsze dzieciaki rzadko mają okazję poczuć podłoże. Mycie rąk wydaje się oczywiste, ale nie dla wszystkich. Niektórzy przychodzą prosto z piaskownicy niestety. 

   Teraz możemy się zacząć bawić. Dzieci chętnie nawiązują kontakt w zabawie, a ja mam okazję do wielu obserwacji (nie tylko mowy). Kiedy dziecko ufa mi już wystarczająco, zakładam rękawiczki. I słyszę jęk: "Boże, zaczyna się" To nie dziecko jęczy. To rodzice są przerażeni. I przekazują dziecku swoje emocje. Zupełnie niepotrzebnie. Zakładam na palec wielkie oczy, robię kukiełkę, która z dzieckiem rozmawia. To ona zajrzy do buzi. Dziecko jest zafascynowane. Otwiera buzię ze zdumienia, co oczywiście skrzętnie wykorzystuję. 

   Nie zawsze się udaje. Niektóre dzieci mają złe doświadczenia i dźwigają lęk rodziców. Wtedy oswajamy rękawiczki. Bawimy się nimi. Robimy balony i podbijamy. Malujemy na nich buźki. Dmuchamy w kubek i wyskakuje z niego Felek R (albo królik czy inne zwierzątko). Bywa, ze wystarczy zmienić kolor rękawiczek.

Felek R

   Czas na rozmowę z rodzicami. Przed spotkaniem wysłałam im ankietę, zadaję pytania uzupełniające. Najtrudniejsze pytanie w ankiecie: "Proszę szczegółowo opisać trudności dziecka". W odpowiedzi dostaję ogólniki. Rodzice wiedzą, że coś jest nie tak, ale co konkretnie? Bardzo trudno ubrać swoje obawy w słowa. Dlatego rozmawiamy. W trakcie rozmowy często słyszę: "A tak, rzeczywiście tak było", "Ma Pani rację, teraz sobie przypominam". Potrzebują naprowadzenia, a może tylko skupienia na szczegółach. A szczegóły są bardzo istotne.

"Jakie leki brała Pani w ciąży?" 

"Nie brałam leków"

"A euthyrox?"

"No tak, euthyrox brałam"

Kiedy wiem już wystarczająco dużo, mówię jakie są moje wnioski. Czasem do pełnej diagnozy potrzebuję konsultacji z innymi specjalistami. Przedstawiam plan działania, tłumaczę co można zrobić w domu. Decyzja należy do rodziców.




środa, 11 stycznia 2023

Pułapki umysłu

   

Najpierw była rozmowa telefoniczna. Kilka dni później przyszli. Ona- elegancka, dojrzała kobieta. Przyprowadziła tatę- siwiuteńkiego, zadbanego staruszka. Przemiłego i uroczego, ale lekko zagubionego. Podczas rozmowy wciąż zerkał na córkę szukając u niej wsparcia. To on miał być moim pacjentem.

   Dwa miesiące wcześniej pan Florian*, człowiek osiemdziesięcioczteroletni przeszedł udar mózgu. Pozostał  minimalny niedowład prawej strony. Mowa na szczęście była zachowana, chociaż pacjent czasem zapominał słów. Dlaczego więc do mnie przyszli?

   Pan Florian to człowiek wykształcony. Był inżynierem mechanikiem, przedstawicielem klasy zwanej kiedyś inteligencją techniczną. Bardzo kulturalny, elokwentny i oczytany. Właśnie, oczytany. Czytać uwielbiał, ale w wyniku udaru utracił tę umiejętność. Jego marzeniem było do czytania wrócić. Dla córki (mieszkającej zagranicą) ważne też było, żeby miał powód do wyjścia z domu. 

   Podjęłam się tego zadania. Ponieważ nie musieliśmy uczyć się od podstaw zaproponowałam metodę czytania globalnego. Ćwiczyliśmy też analizator wzrokowy oraz zmysł dotyku. Dodatkowym utrudnieniem były problemy ze wzrokiem i niechęć do okularów.

   Na pierwsze zajęcia przyszedł sam i dużo przed czasem. Było na tyle wcześnie, że spotkaliśmy się przy furtce. Tłumaczył, że nie wiedział ile czasu mu zajmie droga, czy się gdzieś nie zgubi (a trasa jest raczej nieskomplikowana) i najważniejsze jak sobie poradzi z domofonem. Postanowiliśmy więc przećwiczyć to ostatnie. Numer miał zapisany, ale bez okularów było ciężko. W dodatku musiał sprawdzać każdą cyfrę, a domofon nie chciał czekać zbyt długo. Zapamiętanie sekwencji ruchów też nie było łatwe. I już wiedziałam, że nie tylko o czytanie tu chodzi.

   Nasze zajęcia miały zawsze podobny schemat. Ustalaliśmy jaki jest dzień tygodnia. 

 - Środa

- Panie Florianie, my się nie spotykamy w środy.

- A, to czwartek.

Zawsze był zawstydzony swoimi pomyłkami, chociaż w lepsze dni potrafił też się z nich śmiać.

Potem układaliśmy nazwy dni tygodnia/miesięcy w odpowiedniej kolejności. Dalej różne ćwiczenia dotykowe, wzrokowe, pamięciowe. 

Zawsze zadawałam pracę domową. Były to ćwiczenia identyczne jak te, które robiliśmy na zajęciach.

- Czy ja zapamiętam co mam zrobić?

- Zapisałam Panu.

- Haha. Przecież nie przeczytam.

   Któregoś razu zadzwonił do mnie. Był przerażony:

- Bo ja u Pani zostawiłem podpisaną kartkę. Czy Pani może mi ją oddać?

- Panie Florianie, jedyna kartka, którą Pan podpisywał to zgoda RODO. Mogę ją oddać, ale nie będę mogła z Panem pracować.

- Nie, nie. To była pusta kartka , nic tam nie było, tylko mój podpis na dole strony.

Przestraszyłam się. Był przekonany, że złożył podpis in blanco. Mając taką kartkę mogłam na przykład zaciągnąć kredyt, sprzedać jego dom, czy cokolwiek. Jak mam udowodnić, że nie jestem wielbłądem? Stanęło na tym, że przejrzę swoje dokumenty i oddam mu kartkę, jeśli znajdę. W międzyczasie skontaktowałam się z córką. Wiedziała już jakie umysł płata mu figle, jak podejmuje dziwne i irracjonalne decyzje.

Na następnych zajęciach wyjęłam wszystkie papiery i pokazywałam mu jeden po drugim. Chociaż gdybym była oszustem to ten najważniejszy mogłam ukryć, prawda?

- Nie musi mi Pani pokazywać. Córka mi wytłumaczyła, że wszystkie dokumenty są u Pani bezpieczne. 

   Wciąż był przekonany, że podpisał i ja tę kartkę mam! No właśnie. U chorych po udarze często występują zaburzenia w sferze emocjonalno-motywacyjnej (depresja, brak zainteresowania otoczeniem, mniejsze poczucie własnej wartości ) oraz zaburzenia funkcji wykonawczych (trudności w planowaniu oraz obniżenie kontroli własnych zachowań). Układ nerwowy się starzeje, z wiekiem postępują procesy neurodegeneracyjne. U pana Floriana nałożyło się na to uszkodzenie mózgu spowodowane udarem. Dlatego córka chciała, żeby tata miał zajęcie. Nauka czytania swoją drogą. Rozmowa, pobudzanie mózgu, ćwiczenie jego sprawności, motywacja to kolejne korzyści. 

   Po kilku miesiącach, zupełnie nagle pan Florian postanowił przerwać terapię. Argumentował to kosztami. Jaka była prawda? Czy to była jedna z tych nieracjonalnych decyzji? Czy podjął ją sam czy pod wpływem żony? Nie wiem. I pewnie się nie dowiem.

*imię zmienione

wtorek, 3 stycznia 2023

Zaczyna się rok, zaczyna się blog.

 

Zacznijmy od początku.

   Moi rodzice pracowali w szkole dla niesłyszących. Swoich uczniów traktowali jak rodzinę- zapraszali do domu, znali rodziców, po prostu byli z nimi blisko. Siłą rzeczy ja też tym żyłam. Dzieciństwo spędziłam wśród głuchych. Pamiętam wspólne wycieczki, bale karnawałowe, zabawy w klasie. Dość naturalne było, że poszłam w ślady rodziców i skończyłam surdopedagogikę. Zaczęłam pracę w szkole, którą znałam od urodzenia. Czułam się bardzo na swoim miejscu.

   Wyszłam za mąż. Mężowska praca wymusiła zmianę miejsca zamieszkania. Musiałam zostawić swoich głuchych. Ale z drugiej strony mogłam rozpocząć studia logopedyczne. A logopedą chciałam być od zawsze.

   Po przeprowadzce szukałam pracy. Trochę w fundacji, trochę w szkole masowej. Parę lat byłam reedukatorem, logopedą, jakiś czas nauczycielem wspomagającym.. Ale najwięcej satysfakcji dawały mi  lekcje indywidualne z chłopcem z MPD. Spędziliśmy razem 9 lat. Zaprzyjaźniliśmy się. Bardzo dużo się od Kuby nauczyłam.

   A potem wyjechałam na koniec świata. Zostawiłam dom, synów, pracę. Sześć lat przerwy w pracy pedagogicznej. Sześć lat ogromnego postępu w logopedii jako nauce. Kiedy wróciłam postanowiłam skończyć neurologopedię. Stale czuję potrzebę dokształcania się. Tyle się dzieje!

   Obecnie pracuję na swoim, w Gabinecie Logopedycznym InTeLo. Skąd nazwa? 

In jak integracja różnych metod i specjalności. Bo logopeda nie może skupiać się tylko na pracy narządów artykulacyjnych. 

Te jak terapia, to oczywiste. 

Lo jak logopeda. 

O swojej pracy i poszukiwaniach chcę tutaj pisać.